Lubie te myśli na krańcu wyobraźni. Skąd jest to wszystko, jak się skończy, skąd się wzięło. Czym jest wszechświat. Co będzie z ludzkością. Jak to jest nie istnieć. Powoduje to takie dziwne, straszne, ale przyjemne uczucie.
@michaleks; No, przed snem jak się wpadnie w taki wir myśli na ten temat to.. wtedy "przygnębia" nasza nicość i niewiedza. Opisywać nie trzeba, na pewno większość z was to zna.
PS. Ale ja lubię takie dyskusje na wykopie.
Znowu wszechświat jest zagrożony? Znowu się muszę fatygować? No dobra.. tylko już jutro się tym zajmę ok?
[edit]
Już załatwione, wszechświatowi nic nie grozi przez następne 10 lat. Nie musicie mi dziękować, to moja praca :P
Mam pytanie i proszę, żeby ktoś potraktował je dosłownie i w miarę możliwości mi to jakoś prosto wytłumaczył.
Jedną z teorii końca wszechświata jest 'zapadnięcie', czyli wrócenie do punktu w którym podstał w wyniku Wielkiego Wybuchu. Na tym filmie było to tłumaczone na podstawie rakiety, która najpierw się wznosi, jednak gdy paliwo się kończy, grawitacja Ziemi ściąga ją w dół. No i tu mam problem ze zrozumieniem teorii 'zapadnięcia'. Jaka to siła grawitacji, właściwie CZEGO (nie chodzi o 'czemu', tylko CZEGO - jakiego ciała/materii/itd.) grawitacja ma ściągnąć wszechświat do siebie? Jak wszechświat ma stać się z powrotem tym maleńkim punktem materii, co go tam 'ściśnie', skoro zapewne w miejscu Wielkiego Wybuchu nie ma nic nadzwyczajnego. Więc jaka grawitacja tam działa? Proszę o wyrozumiałość :)
@foobarek
No właśnie wzajemne przyciąganie się materii naszego Wszechświata (galaktyki, czarne dziury, itd.) może (teoretycznie) zahamować dalsze rozszerzanie się Wszechświata i po zatrzymaniu się dalszego rozszerzania, ta sama siła przyciągania (grawitacja) spowoduje, że Wszechświat zacznie się kurczyć, bo galaktyki z powrotem będą się do siebie zbliżać (przyciągać), wpadać wzajemnie na siebie, aż w końcu zapadną się do punktu - tak mówi teoria wielkiego kolapsu.
ten punkt jest wypadkową sił grawitacji wszystkich obiektów w kosmosie, więc jeśli uda im się znowu zbiegać do jakiegoś punktu, to nie może być on inny niż ten, od którego się to wszystko zaczęło. w innym przypadku nie dojdzie do kolapsu lecz do zamarznięcia. geez ale chrzanię..
Według jednej z teorii nasz wszechświat jest "miejscem" w tzw. Nothing, które uległo prymitywizacji. Nothing jest zbyt rozbudowany, żeby posiadać chociażby czas (wszechświaty w nim wytworzone są "z jednego punktu do drugiego". Według tej teorii nasz wszechświat w końcu rozpłynie się w Nothingu :P Takoż słyszałem na lekcji fizyki.
Nie znam na to polskiej nazwy, chyba nie przetłumaczyli tego jako "nic".
No widzisz, a ja na lekcji geografii, dowiedziałem się, że właścwie to nasz wszechświat może być jednym atomem budującym coś większego. Oczywiście, były to rozważania czysto hipotetyczne. Nie zmienia to faktu, że ogrom wszystkiego nad nami jest nie do zrozumienia dopóki nie odkryjemy 4 wymiaru :P.
4 wymiar to czas. O ile mi wiadomo teraz uważa się, że nasz wszechświat ma 11 wymiarów (3 dla przestrzeni, jeden dla czasu, jeden dla grawitacji, jeden dla mocnych oddziaływań, jeden dla słabych oddziaływań, 2 dodatkowe dla światła i dalej nie pamiętam :P)
elektromagnetyzm chyba jeszcze i czegoś brakuje ;)
Było nie było w szkole (IB (ajbi) kurde) raczej uznaje się tą teorię (czyt. tak jest w guidzie) :P niektórzy uznają, niektórzy nie. Mi się ta teoria podoba :D
Chociaż racja, to tylko teoria :P
Powiedzcie mi proszę, jak to możliwe, że pełnometrażowe dokumenty na YT wiszą, a głupiego filmiku z wąsami z powodu praw autorskich usuwają ścieżkę dźwiękową?
Zastanawia mnie twierdzenie o rozszerzalności wszechświata w kontekście ostatnich doniesień o kolizji Drogi Mlecznej z galaktyką Andromeda. Bo skoro wszechświat wciąż się rozszerza to odległości między klastrami, galaktykami, gwiazdami i planetami powinny się powiększać. Czarna energia która w przeszłości doprowadziła do utworzenia się przestrzeni pomiędzy Drogą Mleczna, a Andromedą powinna wciąż działać, a jednak naukowcy przewidują kolizję za 2 mld lat. Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić jak wciąż rozszerzający wszechświat może się jednocześnie kurczyć?
A co do samego filmu, nie był zły, ale teorie w nim zawarte można było streścić w 15 minutowym programie, a jego wartość wciąż byłaby taka sama. Niemniej jak kogoś interesują takie rzeczy to niech ogląda.
Wszechświat się rozszerza, a dokładnie to sama przestrzeń się rozszerza.
Grawitacja wygrywa na stosunkowo "małych" odległościach. Tak więc rozszerzanie wszechświata nie wpłynie na to, że nasz Układ Słoneczny czy nasza galaktyka się rozpadnie. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.
Andromeda jest blisko. Siły grawitacyjne działają mocniej niż na obiekty dalekie.
Takie zderzenia zdarzają się, co można zaobserwować na zdjęciach kosmosu.
Czyli rozszerzanie się przestrzeni nie wpływa na to, że grawitacja nadal działa.
W porządku, ale skoro grawitacja wygrywa na stosunkowo małych odległościach, oznacza to że w skali "mikro" czarna energia nie jest wystarczająco silna i nasze dwie galaktyki (jak i kilka pobliskich) mogą ostatecznie złączyć się w jedna mega galaktykę. A że podobne zjawiska zachodzą w wszechświecie to ostatecznie może on skończyć jako gromada takich megagalaktyk, które będą na tyle duże ze cykl wybuchów gwiazd i powtórnych procesów przyciągania się materii pozwoli im przetrwać. To w kontekście teorii o zamarznięciu wszechświata.
Nasza galaktyka w przyszłości może skończyć jako jedna wielka czarna dziura. Może skończyć też inaczej.
Takie przewidywania są trudne, bo mamy za dużą liczbę zmiennych. Dodatkowo nie znamy wszystkich tych zmiennych.
Powiem więcej, nasza ograniczona wiedza o budowie wszechświata sprawia, że nawet nie jesteśmy w stanie pojąć ilu zmiennych może nam brakować. Zwracam tylko uwagę na dość dużą lukę w wyjaśnieniu jednej z tych 3 teorii w tym filmie. Niemniej dzięki za wyjaśnienie kwestii z miejscowym kurczeniem się wszechświata, nie pomyślałem o tym w ten sposób.
@brain87pl
A to nie jest tak, że w modelach innych niż wielki kolaps, zamarznięcie wszechświata jest nieuniknione? Przecież w końcu paliwo zasilające gwiazdy kiedyś się skończy, czyż nie? Gwiazdy nie mogą rodzić się w nieskończoność, bo to byłoby perpetuum mobile.
Z tego co czytałem, w modelach innych niż wielki kolaps, w końcu zabraknie paliwa dla kolejnych pokoleń gwiazd i w końcu zapadnie całkowita ciemność. Ale ... nie na zawsze ;] Bo jeszcze, zakładając, że faktycznie czarne dziury parują (promieniowanie Hawkinga), to po 10 ze stoma zerami lat, raz na jakiś czas niebo będą rozświetlały wybuchy czarnych dziur, które po utracie zbyt dużej ilości materii (w wyniku owego hipotetycznego parowania) utraciłyby grawitacyjną stabilność i zostałyby rozerwane w akcie śmierci czarnej dziury.
Swoją drogą, niewykluczone jest (nie znam się), że po eksplozjach czarnych dziur, możliwe byłoby powstanie kolejnych gwiazd, niemniej i tak przyjdzie moment, że Wszechświat zgaśnie na dobre.
Zgodnie z tym czego mnie uczono w szkole paliwem gwiazd jest wodór i hel czyli najbardziej proste pierwiastki jakie znamy, które w procesie spalania wewnątrz gwiazd ulegają przekształceniu w bardziej złożone pierwiastki. Następnie taka gwiazda robi boom i całe te bogactwa są wyrzucane w przestrzeń w postaci gwiezdnego pyłu który po pewnym czasie zaczyna się konsolidować w planety. Ale nie wykluczone, że te skomplikowane pierwiastki kiedyś znów powrócą do prostszej formy, przecież w przyrodzie nic nie ginie i zawsze musi być spełniony warunek równowagi. Tak jak dwutlenek węgla który powstaje przy m.in. spalaniu paliw kopalnianych i drzew, po pewnym czasie znów zaczyna się odkładać w roślinach, które umierają i tworzą osady mineralne, a w końcu mogą ponownie utworzyć paliwa kopalniane. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak nieodnawialne zasoby naturalne, są tylko nieodnawialne w rozsądnym przedziale czasu bo przecież w jakiś sposób te wszystkie zasoby musiały się wytworzyć.
Wierzę że podobnie jest w kosmosie, bo przecież cały czas umierają gwiazdy i wciąż rodzą się nowe. Oczywiście istnieje możliwość że gwiezdny "przyrost naturalny" będzie ujemny i czasem doprowadzi do bardzo dużego ochłodzenia wszechświata. I tutaj ja osobiście największe zagrożenie widzę w zbyt dużym oddaleniu się materii od siebie, co uniemożliwi skuteczne pochłonięcie wystarczającej ilości helu i wodoru do zapłonu gwiazdy. Dlatego takie megagalaktyki o których pisałem wyżej mogłyby być szansą.
Oczywiście to wszystko tylko gdybania dwóch laików na temat o którym ludzkość wie bardzo niewiele.
@brain87pl
Porównanie gospodarki energetycznej Wszechświata z obiegiem węgla w przyrodzie niestety nie jest trafione i jest po prostu błędne.
Trochę też błędne jest również twierdzenie, że nic w przyrodzie nie ginie. Jednak ginie - energia. I tak np. gwiazdy wypromieniowują swoją energię niejako bezpowrotnie. Wiadomo, że jeśli coś emituje np. fotony, to masa emitującego obiektu maleje.
"Ale nie wykluczone, że te skomplikowane pierwiastki kiedyś znów powrócą do prostszej formy"
Łączenie się jąder wodoru wiąże się z uwalnianiem ogromnych ilości energii. Zdrowy rozsądek mówi, że aby jądra helu zmienić z powrotem w wodór trzeba te ogromne ilości energii zwrócić. Jak chcesz to zrobić skoro w ciągu każdej sekundy cała wypromieniowana energia oddala się o kolejne 300 000 000 metrów?
A może wszechświat skończy jako zbiór czarnych dziur - czyli tak jakby kilka (może kilka milionów) wielkich kolapsów, ale następujących obok siebie. Cała materia mogłaby się podzielić między poszczególne "czarne dziury" w zależności od tego, który atom gdzie miałby bliżej. Co koledzy fizycy sądzą o tym - jest to możliwe? ;)
@argothiel
Zadajesz pytanie, na które jest odpowiedź we wcześniejszych postach ;] Czarne dziury też nie są nieśmiertelne, one też umrą (a dokładniej: wyparują).
@adaslaw
napisales- "Jednak ginie - energia." Wydaje mi sie jednak, ze energia nie ginie...mechaniczna zamieni sie w cieplna etc. cos sie konczy, cos sie musi zaczac i tu filozofia i fizyka maja wiele wspolnego, koniec czegos musi oznac poczatek czegos. Jablko spadlo na ziemie- efekt nie ma jablka, ale energia z tego upadku nie ginie, nie wyparuje...
To może nie zrozumiałem z filmiku: jaka jest różnica między czarną dziurą, a "wielkim skurczem"^? Miałem na myśli scenariusz, w którym powstaje wiele "wielkich skurczów", ale oddalonych od siebie. A później, kto wie? Może kolejne wybuchy?
^ Zdecydowanie bardziej wolę nazwę "wielki kolaps" (mimo że mniej polska)
@hina88
Na Twoje pytanie odpowiedział już wyżej Kajetan8. No ale się powtórzę:
Jeśli zapalisz latarkę w kierunku nieba, to światło z Twojej latarki rozproszy się w ogromnej przestrzeni kosmicznej. Jak chcesz ponownie złapać tę energię, która właśnie uleciała bezpowrotnie?
@argothiel
Czarna dziura to lokalne skupienie materii, ale zawieszone w naszym Wszechświecie, w jego miejscu i czasie.
Wielki Kolaps - to zapadnięcie się całego naszego Wszechświata - wraz z jego czasem, przestrzenią, energią i materią.
niemniej i tak przyjdzie moment, że Wszechświat zgaśnie na dobre.
Troszkę przerażające.
Mi najbardziej odpowiada i fascynuje wersja że wszechświat od setek miliardów miliardów lat nieustająco się rozszerza, do pewnego momentu, potem kurczy, wszystko co jest teraz do wielkości jednego punktu, wybucha, i tak w kółko.
@Qster
Scenariusz, gdzie wszystko w końcu się kurczy do punktu też nie jest optymistyczny, bo skoro wszystko, to i ludzkość do tegoż punktu byłaby skupiona ;]
Nic nie wskazuje na to, aby nasz Wszechświat mógł mieć setki miliardów lat. Naukowcy coraz zgodniej zgadzają się, że ma około 13,7 miliarda lat. Jako ciekawostkę napiszę, że najstarszy obiekt zaobserwowany przez człowieka, miał około 13 miliardów lat, ale celowo nie napiszę co to, bo już o tym kiedyś na wykopie pisał i się nie będę powtarzać ;]
Ja się wcale nie upieram, że teoria Wielkiego Wybuchu jest absolutnie prawdziwa. Za to, na dzień dzisiejszy, ludzkość nie wpadła na inną teorię, która bardziej pasowałaby do obserwowalnego wszechświata.
A propos: to co widzimy teleskopami, to jedynie fragment naszego Wszechświata – tzw. Wszechświat widzialny. Za jego granicą są pozostała część naszego Wszechświata, ale tamtych obiektów prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy (z racji obserwowalnego wzrostu tępa ekspansji Wszechświata). Tak naprawdę, to z czasem będziemy widzieć coraz to mniej galaktyk, gdyż, te najdalsze, przekroczą granicę widoczności z Ziemi i na zawsze znikną z naszego widzenia.
Masz rację, w tej formie, widzianej przez nas jak najbardziej ma 13mld lat. Ale być może od setek miliardów lat ciągle się rozszerza i kurczy i wybucha? W kółko, w nieskończoność. Leniwie.
Bądź co bądź każda z teorii jest przerażająca. Najbardziej na świecie chciałbym popatrzeć na wszechświat z góry. Dowiedzieć się czym to wszystko jest. Skąd to się wzięło. Chciałbym żeby Bóg istniał.
Ps. Co do naszej galaktyki możemy się zderzyć z inną. ;)
A ja bezskutecznie próbuję znaleźć taki komiks, w którym rakieta z załogą uderza w wielki przycisk "Reset". To chyba było smbc-comics, ale nie jestem pewien.
"Możemy się też zderzyć z innym, podobnym do naszego wszechświatem ;)"
Może wszechświat powstał na podobnej zasadzie co 'kreacja wirtualnych cząsteczek' i gdzieś obok jest antywszechświat, kontakt z którym skończy się anihilacją :P
Nie zapomnijcie, że E=mc^2. Co oznacza, że każda masa, zmieniana na energie, straci część swojej mocy. Po prostu, gdy odstępy we wszechświecie będą zbyt duże, nic nie będzie w stanie pomóc w 'przechwyceniu' tej energii i zmiana jej (np.) ponownie w mase.
@qster:
Sądze podobnie, być może jesteśmy już którymś z kolei zapoczątkowanym wszechświatem (być może nieskończenie którymś).
Pytanko: o jaki zaobserwowany obiekt chodziło? Bo chyba przegapiłem ten post a bardzo chciałbym wiedzieć ;)
Wytłumaczenie grawitacji przychodzi naukowcom bardzo prosto - masywne obiekty zakrzywiają przestrzeń. I obrazowo przedstawiają przestrzeń jako płaską powierzchnię, która staje się wklęsła pod wpływem gwiazd i planet.
Dlaczego oddalanie się galaktyk musi być wyjaśniane jakimś niezrozumiałym pojęciem "Ciemna energia" zamiast po prostu zasugerować, że przestrzeń uproszczona do dwóch wymiarów nie jest płaszczyzną, lecz np. paraboloidą. Im obiekty są dalej od siebie, tym szybciej się oddalają.
Wiecie, kiedy nastąpi koniec świata? Napiszę, że już niedługo. Świat kończy się dla każdego w chwili śmierci, prosta prawda którą poznałem na lekcjach religii
obejrze jutro...
a teraz przytocze jeden cytat ktory mi utkwil w glowie, uslyszalem go na Discovery dobre pare lat temu:
'Wszechswiat jest nie tylko bardziej tajemniczy niz przypuszczamy,
jest bardziej tajemniczy niz moglibysmy przypuszczac'
Według mnie, jeśli wierzyć naukowcom, że wszechświat jest jak balon, który pod wpływem "jakiejś tam" siły powoduje jego rozszerzanie, a co za tym idzie nastąpi "Wielki wybuch" lub "Zapadnięcie Wszechświata", to siła jaka wpływa na ten "balon" to nic innego jak pęd cząsteczek światła, które po uderzeniu w granicę wszechświata (bombardowanie), powodują to, że powstaje przymusowe rozciąganie i jak wiadomo, że jeśli po bardzo szybkim bombardowaniu cząsteczkami jakiegoś określonego lub nieokreślonego przedmiotu, co w naszym przypadku jest powłoka wszechświata, dochodzi do częściowego jego rozdarcia, przez co zrozumieć należy "czarną dziurę", które ów cząsteczki potrafiły ją rozerwać, to wtenczas wszystko to co znajduje się we wszechświecie zostaje wyssane na zewnątrz wszechświata (nicość). Tylko problem w tym, że te "czarne dziury", są przeważnie bliżej nas niż granica Wszechświata, więc następna teoria jaka mi się tu nasuwa to korytarz czasoprzestrzenny, taka anomalia, która powoduje wydłużenie czarnej dziury wgłąb wszechświata za pomocą tzw.: "korytarza czasoprzestrzennego". Więc jeżeli będzie to prawdą, to ów korytarz czasoprzestrzenny będzie można w przyszłości użyć, do bardzo szybkiego podróżowania pomiędzy galaktykami, tylko, że trzeba pierwsze go zobaczyć, a później jakimś to sposobem zaczepić się o niego, a następnie go ujażmić.
Dobra. Może inna teoria. Moja przyznam się.
Wszechświat się rozszerza. Ciemna materia czy ciemna energia. Istnieje czy nie. Skoro nie widać nie znaczy ze nie istnieje tak samo jak czarne dziury. Jedyne co nas trzyma na tym kawałku ziemi to grawitacja. Siła jej oddziaływania maleje z kwadratem odległości. Każdy przecież miał fizykę w podstawówce. Czarne dziury które istnieją zwiększają swoją masę, a co za tym idzie także siłę przyciągania. Im ona większa tym szybciej pochłania coraz większe obiekty. Taka beczka bez dna, która im większa, tym szybciej roście. Wszechświat się rozszerza. Podobno przyśpiesza. A czarne dziury stają się coraz silniejsze. Kwadrat odległości to za mała wielkość, aby pokonać szybkość wchłaniania przez czarne dziury i powiększanie siły ich przyciągania. Po długim czasie niebo staje się całe czarne. Stworzone tylko z czarnych dziur. Pomalujmy niebo teraz na biały kolor aby odróżnić czarne dziury. Widać że wszechświat podzielił się na kilka(set) czarnych dziur. Najpierw na kilkadziesiąt, potem na połowę mniej zwiększając odległość jednak już z mniejszą prędkością. Jedna czarna dziura ma przyciąganie x. ale dwie takie same już kwadrat tej wielkości. To jakie przyciąganie ma kilkaset miliardów czarnych dziur skupionych w jednym miejscu? Wszechświat pod koniec swego istnienia będzie składał się z dwóch (dochodzę do momentu kiedy już wchłoną się prawie wszystkie czarne dziury)wielkich czarnych dziur o niesamowitej sile przyciągania umiejscowionych po przeciwnych stronach przestrzeni. Zaczną się do siebie zbliżać. Ale ich ogromna masa nie pozwoli na zawrotne przyśpieszenia. Natomiast wracając do budowy atomu której uczono nas tak namiętnie w podstawówce i (gimnazjum?) wiemy że każdy atom drga. Tak w czarnej dziurze siła grawitacji ściśnie jeden atom obok drugiego, że te zaczną się deformować. Ale nie przestaną drgać. Będzie to obiekt wielkości galaktyki ściśnięty do rozmiarów piłki nożnej. Ale nie przestanie drgać. Wyobraźcie sobie ogromne masy tj. galaktyki drgające z szybkością zbliżoną do prędkości dźwięku albo i większą. Na czarnej dziurze jest ogromne ciśnienie. A co za tym idzie i temperatura ( niemożliwe jest tam zero absolutne. Dotknijcie przewód pneumatyczny sprężarki prowadzący powietrze zaraz po ściśnięciu. Gorący! Bo zwiększono ciśnienie) Teraz dochodzimy do momentu kiedy to zostają dwie czarne dziury. Zaczynają się do siebie zbliżać. Ale powoli. Im cięższy element tym ciężej wprawić go w ruch jak i zatrzymać. Dlatego mimo że czarne dziury przyciągają się niesamowicie mocno wcale nie zbliżają się do siebie tak szybko. Przyspieszają ale to trwa bardzo długo. W końcu dwie CD są na tyle blisko siebie że oddziałują nawet na zawartość tej drugiej. Ta pamiętajmy że drga i ma dużą masę. W pewnym momencie dzięki wielkiemu oddziaływaniu i rezonansowi wewnątrz dziury zostaje wystrzelona mała część jej zawartości w kierunku drugiej czarnej dziury. Dajmy na to że kilka milionów galaktyk odrywa się od środka czarnej dziury A. Tak samo jak dzieje się w przypadku czarnej dziury B w niemal tym samym momencie. Zostają wystrzelone do konkurujących dziur ogromne ilości materii posiadające sporą masę. Wyobraźcie sobie że poruszają się zupełnie tak jak widać na znaku zodiaku raka. 69 czyli http://www.proastro.pl/admin/Editor/assets/znaki_zodiaku/rak.gif gdzie dłuższa część to pędząca materia. W momencie wystrzelenia z czarnej dziury takich ilości materii maleje jej siła. Więc przyśpieszające galaktyki nie są przechwytywane od razu przez CD do której zostały wystrzelone. Diametralnie zmieniają trajektorię lotu tych mas, ale nie wchłaniają ich. Czarne dziury wciąż się wypróżniają. Malejąca grawitacja nie przyciąga rozpędzonych mas wielkości miliardów galaktyk. Tak materia zaczyna się rozpraszać. Jednak dzieje się coś ciekawego. CD-ry w momencie przed zderzeniem otoczone są chmurą materii. W momencie zderzenia na skutek różności rezonansu jak cząsteczki wybijają się masy materii z wnętrz CD-ór Trwa to bardzo krótko i towarzyszy temu jasny rozbłysk. Zwany dalej wielkim wybuchem. W miejscu gdzie miało to miejsce powstaje pustka. Bo materia rozeszła się we wszystkich kierunkach uciekając z miejsca zderzenia.
Nawet widać to na filmie tę pustkę pod koniec.
Wszechświat przeżył już kilka (set) jak nie więcej wielkich wybuchów i jakoś ma się dobrze.
Mieliście kiedyś De Ja Wue? Może nasi przodkowie przeżyli kiedyś to co my "dzisiaj"?
Jasne, więc po co dywagować nad końcem wszechświata, początkiem życia, jego sensem, losami ludzkości w długofalowej perspektywie, skoro wnioski będą podobnymi scenariuszami do bandy z Tworek?
Masz rację, myślę, że zdecydowanie lepiej usiąść z piwem przed TV i włączyć sobie "gwiazdy tańczą na lodzie"!
Po co NASA marnuje kupę kasy badając kosmos, skoro tam człowiek nie przeżyje, niech lepiej wybudują za to DisneyLandy!
PS: co można zrobić, żeby nie stawać na starość się coraz bardziej sarkastycznym? :/
jak ja lubie gdy ludzie wypowiadają sie o czyms czego nie bedzie mozna zweryfikowac.
a co do pomyslow na koniec swiata to nie popisali sie, moza bylo jeszcze dodac pare wersji i wymyslic dowody na nie, np.
1.Swiat zaczna zjadac kosmiczne wirusy ktore w wyniku eweolucji zaczely podróżować w kosmosie i zywic sie swiatlem.
2.Czas zacznie sie cofac i wrócimy do punktu wyjscia.
Komentarze (76)
Reklamy Google
pokaż pozostałe komentarze (56)
-
-
-
Otomoto.plAlfa Romeo Mito Warszawa, 57000 PLN
Ford Focus Warszawa, 21000 PLN
Yamaha inny Warszawa, 8900 PLN